PRINTY KOLEKCJONERSKIE – MALARSTWO WSPÓŁCZESNE
SZYMON CHWALISZ
Szymon Chwalisz w centrum swoich surrealistycznych obrazów stawia człowieka. Jego malarstwo wygląda jak wyjęte ze snu, ale mówi o sprawach bardzo bliskich: ambicji, relacjach, lęku, wolności i potrzebie zmiany. W tych obrazach zwykłe przedmioty zyskują nowe znaczenia. Drabiny, okna, krzesła stają się symbolami. Pomagają opowiadać o bohaterach: o ich marzeniach i ograniczeniach.
Odkryj limitowane printy kolekcjonerskie z malarstwem Szymona Chwalisza
PRINTY | O ARTYŚCIE | BIO | WYSTAWY | W MEDIACH | WYWIAD
INFORMACJE O ARTYŚCIE
Szymon Chwalisz traktuje malarstwo jak proces ciągłego szukania. Ważna jest dla niego nie tylko gotowa praca, ale też sama droga: analiza, codzienna dyscyplina i konsekwentne rozwijanie warsztatu. Jak sam podkreśla, w sztuce talent nie wystarczy – równie ważne są konsekwencja, upór i gotowość do zaczynania od nowa.
W jego podejściu do obrazu czuć doświadczenie z wielu dziedzin: malarstwa, grafiki, ilustracji, designu i pracy z aerografem. Dzięki temu jego kompozycje są dopracowane, mocne wizualnie i bardzo świadomie zbudowane. Chwalisz nie zostawia przypadkowi ani układu postaci, ani światła, ani przedmiotów, które pojawiają się na płótnie.
Artysta często mówi o swojej pracy jako o branży „refleksyjno-rozrywkowej”. To dobre określenie, bo jego obrazy potrafią przyciągnąć od razu – kolorem, sceną, ruchem, teatralnością. Pod pierwszą warstwą zostawiają jednak miejsce na głębsze pytania o człowieka, emocje, relacje i świat, który czasem bywa bardziej absurdalny, niż chcielibyśmy przyznać.
W pracy twórczej ważny jest dla niego rytm i skupienie. Nie maluje w ciszy – muzyka towarzyszy mu w pracowni niemal zawsze, od klasyki po mocniejsze brzmienia. To szczegół, ale sporo mówi o jego malarstwie: jest w nim energia, napięcie i pewien rodzaj sceniczności, jakby każdy obraz miał własny wewnętrzny dźwięk.
BIO
Szymon Chwalisz, urodzony w 1986 roku w Ostrzeszowie, jest malarzem, grafikiem, ilustratorem i designerem. Ukończył Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a dyplom z malarstwa obronił na EASP w Kaliszu.
Oprócz malarstwa zajmował się również rzeźbą, grafiką, ilustracją i szeroko pojętym designem. W 2003 roku zaczął specjalizować się w technice aerografu, w której stworzył liczne realizacje na kaskach, samochodach, motocyklach i gitarach. Do najbardziej rozpoznawalnych należą ręcznie malowane gitary Pol’and’Rock, przekazywane na aukcje Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Chwalisz tworzył także kaski dla znanych polskich sportowców, między innymi Kajetana Kajetanowicza, Rafała Sonika, Macieja Szczepaniaka, Miko Marczyka i Macieja Kota. Projektował również okładki albumów polskich artystów, między innymi Urszuli i zespołu Big Cyc.
W 2019 roku Slash, gitarzysta Guns N’ Roses, zamówił u Szymona Chwalisza obraz olejny. Dwa lata wcześniej artysta stworzył wyjątkową gitarę przygotowaną z myślą o muzyku i aukcji WOŚP. Od 2017 roku Chwalisz koncentruje się na malarstwie olejnym.
Jego obrazy znajdują się w prywatnych kolekcjach w Polsce i za granicą. Artysta brał udział w wystawach indywidualnych i zbiorowych w Polsce oraz za granicą, między innymi w Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii.
WYSTAWY I WYDARZENIA:
Na przestrzeni lat Szymon Chwalisz prezentował swoje prace na wystawach indywidualnych i zbiorowych w Polsce oraz za granicą. Jego twórczość pojawiała się zarówno w galeriach sztuki, jak i w projektach łączących malarstwo, muzykę, popkulturę i działania charytatywne.
Wybrane wystawy indywidualne i autorskie:
- 2025 – Wystawa indywidualna, Galeria Voda, Warszawa (PL)
- 2022 – Obraz celebryty, Galeria Borek, Ostrzeszów (PL)
- 2008 – Wystawa autorska, Galeria Starówka, Poznań (PL)
- 2008 – Wystawa autorska, Muzeum Regionalne, Ostrzeszów (PL)
- 2004 – Wystawa autorska, Galeria OCK, Ostrzeszów (PL)
Wybrane wystawy zbiorowe:
- 2025 – Wystawa zbiorowa, Galeria Miejska, Kołobrzeg (PL)
- 2025 – Do trzech razy sztuka, Sopocka Galeria Sztuki, Sopot (PL)
- 2024 – Do trzech razy sztuka, Galeria „W ramach piętra”, Ostrzeszów (PL)
- 2023 – Do trzech razy sztuka, Galeria Biblioteki im. Norwida, Zielona Góra (PL)
- 2023 – Do trzech razy sztuka, Galeria Teatru Korez, Katowice (PL)
- 2021 – Chwalisz Fabijańskiego?, Galeria Kawai, Warszawa (PL)
- 2021 – Sztuka jest kobietą, Galeria La Vie Skin, Warszawa (PL)
- 2008 – Wystawa zbiorowa, Galeria L’Etang d’Art, Bages (FR)
- 2007 – Wystawa zbiorowa, Taller Galeria Fort, Cadaqués, Girona (ES)
- 2007 – Wystawa zbiorowa, Farley’s Yard Trust, Chiddingly, East Sussex (UK)
- 2007 – Wystawa zbiorowa, Fundació Tharrats d’Art Gràfic, Pineda de Mar, Barcelona (ES)
Wydarzenia i projekty specjalne:
Szymon Chwalisz jest autorem ręcznie malowanych gitar Pol’and’Rock, które od lat trafiają na aukcje Finałów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tworzył także malowane kaski dla wybitnych polskich sportowców oraz projekty związane ze światem muzyki, sportu i popkultury.
ARTYSTA W MEDIACH:
- Głos Wielkopolski
Szymon Chwalisz: „Moja mama nie sądziła, że utrzymam się z malarstwa…”
Artykuł o drodze artystycznej Szymona Chwalisza, jego pracy, konsekwencji i malowanych gitarach, które trafiają na aukcje WOŚP. - NOIZZ
Sztuka inna niż wszystkie, czyli malarstwo w ujęciu Szymona Chwalisza
Publikacja poświęcona twórczości artysty, jego podejściu do malarstwa i charakterystycznemu językowi wizualnemu. - WOŚP
Fantastyczne aukcje muzyczne!
Informacja o wyjątkowych aukcjach muzycznych Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, wśród których pojawiają się ręcznie malowane gitary związane z Pol’and’Rock Festival.
PRZYDATNE LINKI:
ROZMOWA Z SZYMONEM CHWALISZEM
Twoje malarstwo jest figuratywne, surrealistyczne, refleksyjne i pełne symboli. Jak wygląda u Ciebie droga od pierwszej myśli do gotowego obrazu?
Bardzo szybko. Ja mam w ogóle taki dziwny tryb pracy, bo dla mnie już samo malowanie obrazu, tak pod kątem technicznym, to jest troszkę aktywność, w której nie do końca muszę umysłowo uczestniczyć. Mam na myśli to, że najbardziej skomplikowanym aspektem jest dla mnie ten aspekt kreacyjny, w którym wymyślam obraz, który powstaje w mojej głowie. Później jest w formie jakiegoś pierwszego szkicu, jakichś pierwszych pomysłów. I kiedy mam już zbudowany ten projekt, nazwijmy to, tego, co mam namalować, to tak naprawdę później włączam sobie audiobooka z jakąś ciekawą książką lub jakiś fajny wywiad i tylko tak technologicznie przenoszę ten mój pomysł na płótno. Oczywiście jest tam jakiś element, może nie improwizacji, ale jakiś element korekcji – może tak bym to nazwał. Takiej korekty, którą wprowadzam na bieżąco. To myślę, że jest jedyny taki minimalny element kreacyjny już podczas samego procesu malowania. Natomiast najbardziej fascynujący dla mnie jest ten strzał z nieba, który spada w postaci pomysłu. Wtedy muszę to szybko zanotować, żeby nie uciekło.
W Twoich pracach przedmioty z codziennego porządku często zyskują nowe konteksty. Kiedy wiesz, że zwykły przedmiot może stać się nośnikiem znaczenia?
W najmniej oczekiwanym momencie, faktycznie lubię czasami połączyć taki nieoczywisty przedmiot z równie nieoczywistą, na przykład, postacią i zbudować z tego kontekst i jakąś historię.
Myślę, że im bardziej te połączenia są nieoczywiste, tym bardziej dla mnie ciekawe. Nie wiem, czy to jest forma jakiejś pokory twórczej, czy po prostu ja już mam taki system myślenia, żeby łączyć te kropki w taki nienormalny, nieoczywisty sposób. Ale bardzo też lubię sam siebie zaskakiwać, kiedy okazuje się, że nagle z przedmiotów czy w ogóle z elementów, które na pozór kompletnie do siebie nie pasują, powstaje jakaś narracja.
I co najciekawsze – ta narracja jest czytelna dla widza. Myślę, że to jest, tak nieskromnie powiem, mój talent, ale talent podparty bardzo głęboką analizą, również literacką, żeby widz mógł po prostu połapać się w tym, co chciałem mu powiedzieć.
Mam wrażenie, że często pokazujesz człowieka w momencie przejścia: przed decyzją, w trakcie ruchu, podczas próby wyjścia poza znane ramy. Jak te tematy odnoszą się do Twojego doświadczenia, aspektów drogi artysty, których nie widać od zewnątrz: ryzyka, codziennej organizacji i wsparcia bliskich?
Nie powiem, żeby moja droga artystyczna była jakaś strasznie zawiła. Wydaje mi się, że to jest bardziej Excel – podejmowanie decyzji na podstawie analiz i absolutnie nie zatrzymywanie się w miejscu.
Ja zawsze miałem tak, że każda porażka bardzo mnie motywowała i to w taki super pozytywny sposób. Myślę, że te elementy, które są na moich obrazach – te przejścia, te relacje… W ogóle ostatnio mam wrażenie, że maluję bardzo relacyjnie, ale to też wynika z moich analiz, jeśli chodzi o przebywanie z bliskimi, ze znajomymi, z przyjaciółmi i z moich przemyśleń na temat tych wszystkich relacji.
Ja zawsze też mówiłem, że najbardziej inspirują mnie ludzie i rozmowy z nimi, dlatego chyba tak bardzo lubię biografie. Z tych biografii bardzo dużo czerpię – i filozoficznie, i motywacyjnie, i też często biznesowo.
Myślę, że jestem dosyć nieszablonowym artystą, bo jestem sam swoim menedżerem już od lat i myślę, że z żadnym moim menedżerem nie było się tak trudno dogadać jak ze mną samym. I tak trudno wynegocjować cokolwiek. Ale to też jest podparte doświadczeniami, wszystkimi błędami, które popełniłem, i wnioskami, które z nich wyciągnąłem.
Czyli podsumowując, mógłbym powiedzieć, że te doświadczenia, które miałem zawodowo, bardzo wpływają na tematykę moich obrazów. Mam w ogóle wrażenie, że to jest taka książka z rozdziałami, w której pokazuję etapy tej mojej drogi.
Myślę, że nie jestem też najlepszą osobą do jakiejś autoanalizy. Bardzo ciekawią mnie opinie ludzi, którzy oglądają te obrazy – czy na żywo, czy internetowo – i zawsze dużo czerpię ze wszystkich komentarzy, nawet tych negatywnych.
A ten element przejścia, o którym wspominasz, to jest… Ja nie wiem nawet, czy to jest element przejścia, czy to nie jest bardziej drugie dno i spojrzenie na sprawę, problem, radość czy szczęście z innej perspektywy.
Bo wydaje mi się, że takim kluczem i sednem, i najwyższą formą empatii i zrozumienia drugiego człowieka jest właśnie próba spojrzenia z jego perspektywy na jego problem. I to jest, wydaje mi się, cecha, której bardzo trudno się nauczyć, a ja z uporem maniaka się jej uczę, bo pozwala mi bardzo szeroko otwierać klapki w głowie. I dzięki temu może te obrazy właśnie są takie, jakie są.
Dużo mówi się o talencie. W Twoim podejściu mocno wybrzmiewają konsekwencja i codzienna praca. Ile w malarstwie jest dla Ciebie inspiracji, a ile regularnego siadania do obrazu nawet wtedy, kiedy nie ma weny? Co robisz w dni z niską energią?
W dni z niską energią maluję trochę krócej. Generalnie nie jest to powód do tego, żeby nie malować.
Talent to jest dosyć wyświechtane słowo. Ja uważam, że definicja talentu dla mnie to definicja kreatywności, ale takiej kreatywności w znaczeniu wyjątkowym, symbolicznym, czymś niespotykanym.
Natomiast faktycznie praca, konsekwencja, analiza, naprawianie błędów i znowu analiza, konsekwencja, praca – to jest moje malarstwo, tak po prostu. Nie ciężka praca, bo ja się nie męczę w swojej pracy. Wręcz odwrotnie – mam mnóstwo szczęścia i satysfakcji z tego, co robię.
Jak wygląda Twój rytm pracy w pracowni? Czy jest coś, bez czego nie wyobrażasz sobie malowania?
Na pewno nie wyobrażam sobie malowania bez dobrego światła. I to jest troszkę moja fobia, że dobieram żarówki do pracowni z bardzo dużą dbałością. Zresztą w normalnych warunkach domowych też bardzo zwracam uwagę na światło, bo obrazy wiszą później w prywatnych przestrzeniach i chcę, żeby dobrze wyglądały.
Na pewno nie wyobrażam sobie malowania bez herbaty – wypijam ją wręcz hektolitrami, mam czasami takie wrażenie.
Myślę też, że nie wyobrażam sobie malowania w ciszy, chociaż są pewnie dwa, trzy takie dni w ciągu roku, w których tej ciszy potrzebuję, ale to pewnie ze względu na jakieś przebodźcowanie różnymi wydarzeniami.
No i jeśli już ta cisza nie istnieje, to chyba nie wyobrażam sobie malowania bez tego, żeby ktoś do mnie gadał. Czyli audiobook, jakaś dobra książka albo muzyka.
Chciałabym zapytać też o Twoje podejście do AI, bo to temat, który mocno dotyka dziś artystów wizualnych. Czy korzystasz z narzędzi sztucznej inteligencji w pracy twórczej, czy raczej trzymasz je na dystans? I gdzie według Ciebie przebiega granica między narzędziem a zastępowaniem pracy artysty?
To jest bardzo mocno postawiona granica. To tak jakby zapytać, czy wolisz namalować obraz, czy zrobić z niego sitodruk. To są dwa różne bieguny, totalne skrajności.
Uważam, że do tworzenia dobrej sztuki można używać wszelkich narzędzi, które są dostępne, i nie bronić się absolutnie przed nimi. To tak, jakbyśmy przy malarstwie akwarelowym bronili się przed używaniem wody i wymyślali jakiś inny płyn, który nagle wniósłby nowe walory do naszej pracy.
Absolutnie uważam, że technologia się rozwija i mamy to szczęście, że żyjemy w takich czasach, że rozwija się bardzo szybko. AI jest świetnym narzędziem artystycznym i korzystam z AI, ale w takim znaczeniu, kiedy potrzebuję coś przerobić, coś dołożyć, coś „dorysować” do projektu, który mam już gdzieś zakomponowany.
Cały myk polega na tym, że nie ma takiej sytuacji, żeby sztuczna inteligencja wymyśliła za mnie obraz. To ja jestem podmiotem lirycznym tego całego przedsięwzięcia i ja jestem tutaj, że tak powiem, headlinerem. Nie ma takiej możliwości, żeby, „robot” mnie zastąpił.
Uważam, że mamy w sobie coś takiego fajnego, co nazywa się wyobraźnią abstrakcyjną, czego nie da się zastąpić żadnym wzorem matematycznym, bo jedno drugie wyklucza. I to jest super.
Myślę, że postęp będzie szedł jeszcze szybciej, a ja mam zamiar doganiać te technologiczne nowinki i korzystać z nich jak najbardziej, tylko uczciwie potrafię.
Prowadzisz warsztaty i dzielisz się wiedzą o malarstwie olejnym. Jakie obserwacje z tych doświadczeń są dla Ciebie najcenniejsze? Czego uczysz się od uczestników i w czym widzisz ich największe wyzwania?
Nauczanie malowania jest czymś, co tak przyszło do mnie przez przypadek w zasadzie i okazało się, że chyba całkiem nieźle się w tym sprawdzam. Ale to jest może kwestia po prostu mojej umiejętności przekazywania wiedzy.
Okazuje się, że na akademiach i na studiach w ogóle nie uczy się za bardzo takiego technologicznego podejścia do malarstwa. I szkoda, bo wiem, że kiedyś tak było, a teraz uczy się bardziej koncepcji, bardziej performatywnych form wyrazu niż takiego stricte warsztatu.
A ja uważam, że jak się ma podstawy warsztatowe, to dopiero wtedy można bawić się w jakiś performance. Bo jeśli działa to w drugą stronę, to jest to przypadek, a przypadek w sztuce bardzo źle mi się kojarzy.
Uczę ludzi tych podstaw, bo okazuje się, że nawet kręcąc rolki edukacyjne, poruszam aspekty, które wydawałyby się banałem. Na przykład wbijanie klinów w krosno, do czego te kliny służą i jakie mają zastosowanie w dobrze naciągniętym płótnie.
Okazywało się już nieraz, że ogromna masa ludzi nie wie, do czego to służy. I nagle te rolki stawały się viralem. Dzwonili do mnie ludzie ze sklepów plastycznych i mówili: „Co ty zrobiłeś? Ludzie przychodzą i chcą kupić same kliny, a my mamy całe podobrazia”.
Myślę, że edukacja z malarstwa ma jeszcze parę nieodkrytych kart i jeszcze to przede mną. Cieszę się, że ludzie chcą się uczyć w takiej formie. Ja im daję tak naprawdę tylko wędkę, a oni później robią z tym, co chcą.
Obserwuję też czasami, co tworzą osoby, które przyjeżdżają do mnie na warsztaty, i jestem bardzo dumny, bo naprawdę widać ogromną zmianę w ich pracach.
Masz bardzo różnorodną publiczność: odbiorców w mediach społecznościowych, uczestników warsztatów, kolekcjonerów, osoby, które znają Twoje gitary, kaski albo obrazy olejne. Jak odnajdujesz się w roli artysty, który nie tylko tworzy, ale też musi pokazywać swoją pracę, opowiadać o niej i promować ją w social mediach?
Właśnie chodzi o to, że ja nie muszę tej pracy pokazywać, a bardzo chcę ją pokazywać. To jest też element technologiczny.
Cieszę się bardzo, że mamy taką możliwość, że możemy być jednoosobowymi galeriami, które mogą w każdy dostępny sposób się promować. Social media uważam za wspaniałą platformę dla artystów do pokazywania tego, co tworzymy.
Trochę też uważam, że artyści, którzy nie korzystają z social mediów, sami robią sobie krzywdę. Śmieję się, że nie znam galerii, która wypromowała artystę, ale znam wielu artystów, którzy wypromowali galerie. Mam tutaj na myśli takie galerie stacjonarne.
To też się zmienia. Galerie zaczynają wchodzić w świat social mediów, w ten świat obrazkowy i docierać do nowej generacji klientów. Ja bardzo to obserwuję i bardzo często sprawdzam, jakie osoby oglądają mnie w internecie, w jakich są grupach wiekowych, jakie mają zainteresowania i pasje. To jest dla mnie znowu bardzo ciekawa wiedza analityczna.
Widzę jednak, że starsi klienci i kolekcjonerzy często nie mają social mediów i tutaj działa bardziej poczta pantoflowa. Natomiast jeśli chodzi o osoby, które docierają do mnie na warsztaty, to zdecydowanie najlepszym kanałem są sociale.
Ale to też się zmienia. Nawet jakiś czas temu ktoś kupił mój obraz z TikToka, co uważam za duże wydarzenie i dobry sygnał tej zmiany pokoleniowej wśród ludzi, którzy kupują sztukę.
Gdybyś mógł spotkać siebie z początku drogi artystycznej, co byś sobie powiedział? I co powiedziałbyś osobie, która dopiero zaczyna tworzyć i próbuje znaleźć własny język?
Jakbym spotkał siebie z początku drogi artystycznej, to powiedziałbym: za cholerę nic nie zmieniaj.
Uważam, że wszystkie sukcesy, które odniosłem, i wszystkie porażki, które poniosłem, absolutnie składają się na całość tego, kim jestem dzisiaj – i w kontekście artystycznym, i prywatnym.
Myślę, że jest całkiem nieźle. Naprawdę mam poczucie, że przeszedłem dobrą drogę, która z perspektywy dnia dzisiejszego dopiero jest dla mnie początkiem i taką podstawą do tego, żebym mógł w bardzo racjonalny i już mądry sposób podejmować kolejne decyzje zawodowe i artystyczne.
A co powiedziałbym osobom, które są na początku swojej drogi? Też banały. Żeby znaleźli sposób na siebie. Znaleźli jakiś pomysł na to, co chcą tworzyć, na język, którym chcą komunikować się z odbiorcą.
I żeby nie słuchali nikogo. Ani mnie, ani żadnych innych artystów, ani ludzi z galerii. Żeby absolutnie nikogo nie słuchali i robili tylko to, co czują, co gra w ich duszy, w ich głowie i w ich pomysłach.
I żeby pamiętali też o tym, o czym ja sam dowiedziałem się stosunkowo niedawno. Z perspektywy klienta – bo patrzymy tutaj na malowanie również w kontekście zawodowym – nie powinni nigdy zastanawiać się, czego klient chce, tylko zawsze być kreatorami potrzeby klienta.
To jest, uważam, absolutnie kluczowe. Bo gdyby klient wiedział, czego chce, to znalazłby to już gotowe i nie zgłaszałby się z tym zadaniem do nas. To my jesteśmy kreatorami. My jesteśmy designerami i pomysłodawcami tego, czego jeszcze nie było. I to jest, moim zdaniem, najwspanialsze w sztuce.
